Trochę historii o Nowym Złotnie str 3 - Nasze Złotno

Idź do spisu treści

Menu główne:

Trochę historii o Nowym Złotnie str 3

O osiedlu > Historia
 
 
 
 



Mieszkańcy Starego Złotna do dziś parafię maja w Konstantynowie. Mimo, że w 1938 roku na Nowym Złotnie wybudowano kościół pw. Jana Chrzciciela.
– Słyszałem, że nie chcieli należeć do nowego kościoła, woleli zostać w konstantynowskiej parafii – twierdzi Zenon Kosmalski.
Pani Teresa mówi, że to nieprawda. Z dziada pradziada należą do Konstantynowskiej parafii, bo na tamtejszym cmentarzu mają groby.
– Wygodniej nawet byłoby nam należeć do parafii w Nowym Złotnie - wyjaśnia. – Na ul. Artyrerzystów możemy dojechać autobusem. A jak kto nie ma auta, to do kościoła w Konstantynowa musi chodzić pieszo.
Mieszkańcy Starego Złotna opowiadają, że zawsze z tą przynależnością parafialną były zawirowania. Na przykład dzieci uczą się w szkole w Nowym Złotnie i w tamtejszym kościele przystępują do pierwszej komunii św.
W Starym Złotnie do dziś działa aktywnie Koło Gospodyń Wiejskich, jest też Ochotnicza Straż Pożarna. Ma 60 czynnych członków. Pani Teresa była nawet członkiem zarządu straży. Ale teraz nie ma już na to czasu, bo pracuje w sklepie mięsnym w Konstantynowie. Strażakiem jest za to jej mąż Jacek. A dorosłe córki bliźniaczki Aneta i Agnieszka oraz najmłodsza Drorota należały do dziewczęcej drużyny strażackiej. Koło Gospodyń Wiejskich organizuje spotkania z okazji Dnia Kobiet. Jeszcze niedawno w soboty były w remizie potańcówki. Przed laty, kiedy Stare Złotno żyło tylko z rolnictwo zimą przyjeżdżała pani z Wojewódzkiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego w Bratoszewicach. Uczyła miejscowe gospodynie piec ciasta, wyszywać, dawała rady kosmetyczne. Choć dziś Stare Złotno jest bardziej miastowe niż wiejskiej, to dalej wszyscy się tu znają.  Mieszkają tu sami wujkowie i ciocie. Głownie Urbaniaki, Figle, Cerpiałowie. Dlatego niektórzy mają pseudonimy. Woła się na nich „Kiwek”, „Wąsik”...
Ze Starego Złotna już bardzo blisko na Brus. Alina Jabłońska, łódzka przewodniczka, wyjaśnia że dobra Brus były przed wiekami własnością biskupów krakowskich. Tak jak m.in Pabianice i Rzgów. W XVI wieku pojawił się pomysł, by na Brusie utworzyć miasto. Miałoby być ono konkurencja dla Łodzi i Pabianic. Wyznaczono nawet place pod miejską zabudowę. Miastem Brus jednak nie został. W 1841 roku majątek Brus kupił Mateusz Lubowicki. Ten sam do którego należał Widzew. Potem Brus odstąpił Wilhelmowi Nenckiego. Jego synowie podzielili dobra Brus na działki.
– Na jednej z nich powstała cegielnia należąca do Izaaka Poznańskiego - mówi Alina Jabłońska. W latach osiemdziesiątych dziewiętnastego wieku majątek Brus nabył Ludwik Mayer, właściciel i twórca łódzkiego Grand Hotelu. Potem majątek ten odziedziczyli jego wnukowie: Rolf i Helmut Biedermanowie. Byli oni synami Zofii, córki Ludwika Mayera i Alfreda Biedermana. Majątek ten liczył 380 hektarów, a w 1939 roku wyceniany był na 1,5 miliona złotych. W bruskim folwarku mieszkał ze swoją żoną Helmut Biederman, jego brat starszy Rolf wyjechał do Londynu. Helmut w 1936 roku opuścił Brus i przeprowadził się do Łodzi, gdzie kupił pałacyk Józefa Richtera, przy ul. Skorupki. Przed wojną bracia Biedermanowie przekazali część bruskiego majątku na poligon wojskowy.
– Nie wiadomo czy przekazali go za darmo czy za symboliczną opłatą – mówi Alina Jabłońska. W czasie wojny na terenie poligonu Niemcy dokonywali egzekucji Łodzian. Okrywa się tu też ciała zamordowanych po wojnie przez SB. Niedawno łódzki Urząd Miasta kupił teren wojskowego poligonu od  Wojskowej Agencji Mieszkaniowej. Być może powstanie tu sportowe centrum, pola golfowe. Cały czas na Brusie stoją budynki zajezdni tramwajowej, która powstała jako trzecia w Łodzi. Pierwszy tramwaj z Łodzi do Konstantynowa wyruszył w grudniu 1910 roku. I jeździ do dziś.



str.3

<<<


Anna Gronczewska
Dziennikarz
Dziennik Łódzki Polska The Times


 
 
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego